• Wpisów:17
  • Średnio co: 104 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 11:42
  • Licznik odwiedzin:2 596 / 1875 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Czemu ja mu właściwie nie powiedziałam prawdy? Przecież policja by mi jakoś pomogła. Ochroniłaby mnie przed Jill’em. Więc czemu skłamałam? Czyżbym tak bardzo bała się Jill’a?
Od miesiąca przerażała mnie myśl, że on pojawi się znikąd i tym razem nie będzie się ze mną cackał, tylko od razu mnie zabije. W nocy spać nie mogę, bo mi się śni, że mnie odnalazł i właśnie stoi nad łóżkiem chcąc zadać ostateczny cios. Od miesiąca budziłam się zlana potem i rozglądałam się po całym pokoju, aby się upewnić, że nie grozi mi niebezpieczeństwo.
Nikt nie wiedział o tym, co się stało miesiąc temu. Nikt oprócz Jill’a i oprócz mnie. To była tajemnica. Jestem pewna, że gdybym komuś powiedziała co się wtedy wydarzyło jego koledzy, albo nawet i on sam by mnie odnaleźli… A wtedy…
Wolałam nawet nie myśleć, co w takim przypadku by mnie czekało…
Następnego dnia miałam jechać odwiedzić Steve’a w szpitalu. Tego dnia nie poszłam do szkoły. Mama coś tam bełkotała, że nie może mnie puścić w takim stanie. Jakby nie wiadomo co się stało… Ale mi to odpowiadało. Zapowiedziany był sprawdzian z historii i kartkówka z matmy… Koszmar… Tak więc miałam trochę czasu dla siebie. Postanowiłam obejrzeć film. Wybór padł na „Serce Nie Sługa”. W mojej kolekcji znajdowały się głównie filmy z moją ulubioną aktorką- Meryl Streep. Podziwiałam jej talent aktorski. Marzyłam aby w przyszłości choć odrobinkę przypominać ją. Było oczywiste, że nie mogłabym być tak genialna jak ona, ale miło by było zostać kimś, kogo ludzie wielbią.
Film opowiadał o dwudziesto-trzyletnim mężczyźnie, który pewnego dnia spotyka czternaście lat starszą od niego kobietę- Rafi. Zakochują się w sobie. Kobiet nawet nie podejrzewa, że terapeutka, do której chodzi jest matką jej chłopaka. Później akcja się komplikuje, a ż w końcu matka mężczyzny dowiaduje całej prawdy…
Tak więc rozłożyłam się na łóżku i zaczęłam oglądać. Jednak jeśli się ogląda coś po raz dwudziesty- któryś, to trochę człowiek się nudzi na seansie. Po parunastu minutach wyłączyłam komputer.
Po południu przyjechała mama. Miałyśmy wspólnie pojechać do szpitala- do Steve’a.
Podczas jazdy samochodem rozmyślałam, co mam mu powiedzieć. „Hej!” było- moim zdaniem- niezgodne z całą tą sytuacją. Czułam się cholernie winna za to, co mu się przytrafiło.
Jestem beznadziejna, myślałam. Nie wiem nawet co mu mam powiedzieć! Żałosne…
Podróż minęła niezwykle szybko. W jednaj chwili wsiadałam do auta, a w drugiej musiałam z niego wysiąść i spojrzeć w oczy przeznaczeniu.
Podeszłyśmy do recepcji i spytałyśmy, gdzie leży Steve. Okazało się, że przenieśli go na inny oddział. Odszukałyśmy wspólnie z mamą odpowiedni pokój. Przez szybę zobaczyłam, że nikogo tam nie ma; nikogo z wyjątkiem Steve’a. Siedział zachmurzony na łóżku i wpatrywał się w ścianę. I nagle- zupełnie jakby wyczuł moją obecność odwrócił głowę i nasze spojrzenia skrzyżowały się.
-Okej, Emily. Muszę jeszcze coś załatwić. Poradzicie sobie?
-Jasne…
I już jej nie było.
Uchyliłam lekko drzwi. Steve uśmiechnął się do mnie ciepło.
-Cześć! Co cię tu sprowadza?
-Przyszłam… Chciałam cię odwiedzić. Jak się czujesz?
Stałam jak kołek na środku małej sali i nie wiedziałam co zrobić. Na ratunek przyszedł mi chłopak:
-Siadaj proszę- wskazał na łóżko obok- Nie ma tu żadnych krzeseł, więc wiesz… A co do mojego samopoczucia, to umieram tu z nudów. Nie mam co robić… Rano mnie tutaj przetransportowali…
-Aha… Musi być ci smutno tu tak samemu…- powiedziałam niepewnie i spłonęłam rumieńcem.
-Nawet nie wiesz jak bardzo. Ale odkąd tu jesteś czuję się znacznie lepiej.
Czy to miał być podryw?! Nie… Za dużo sobie wyobrażam. On jest dużo starszy i na pewno ma dziewczynę… A zresztą… Co mnie to obchodzi?!
Siedzieliśmy tak pogrążeni w milczeniu.
-Wczoraj nie miałeś ręki w gipsie…- zauważyłam.
-Racja… Rano przeprowadzili mi ponowne badania i okazało się, że jest lekko złamana. Wyobrażasz sobie? Zupełnie tego nie czułem!
Wybuchnął śmiechem, lecz ja nie miałam nastroju do żartu.
„To wszystko moja wina”.
Poczułam, że do oczu napływają mi łzy… Steve najwyraźniej to zauważył, bo lekko spochmurniał.
-Emily, to nie jest twoja wina! Zrozum to! To nie twoja wina, że jakiś szaleniec próbował cię przejechać! Rozumiesz?- podniósł się z łóżka i spuścił nogi na ziemię. Po chwili już był koło mnie i obejmował mnie ramieniem, a ja ryczałam- Żyjesz! I to jest najważniejsze! Proszę cię nie płacz!
-Ja nie płaczę tylko dlatego, że tu leżysz…
-Więc jaki jest powód? Uspokój się, proszę- Zdrową ręką próbował mi otrzeć łzy- Powiedziałem policji o tym wypadku. Niedługo powinni cię odwiedzić. Powiesz im wszystko i…
-O to właśnie chodzi! O to, że wezwałeś policję! Skłamałam temu facetowi! Skłamałam, że nikt nigdy mi nie groził. Rozumiesz?!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Czy Emily powie Steve'owi prawdę?

Hm....To jest Bossskie
 

 
-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-
Przepraszam, że długo nie pisałam :< Jestem taka tępa, że zaczęłam pisać rozdział na jednym komputerze w Microsofcie, a przez następne trzy dni nie miałam do tego kompa dostępu... Przepraszam Postaram się to nadrobić. Mogę tylko powiedzieć, że teraz się nieźle namota ;P ^^.
-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-
W pierwszej chwili nie mogłam uwierzyć w to co widzę. W drzwiach stał policjant… Był niewiele starszy ode mnie. Mógł mieć góra dwadzieścia pięć lat. Nigdy nie widziałam z bliska policjanta, a pierwsze takie spotkanie mnie trochę rozczarowało. Zawsze wyobrażałam sobie, że mundurowi jedzą masę pączków i są grubi, a nie tak, jak ten tutaj- chucherko. Kości mu mogłam wszystkie policzyć.
-Nazywasz się Emily, tak?
Jego ton głosu był natomiast stanowczy.
-Tak, Emily Wilson…
-W takim razie mamy trochę rzeczy do ustalenia- powiedział do mnie a następnie zwrócił się do mamy:
-Pozwoli pani, ale wolałbym z córką zostać sam. Niech pani też zabierze syna.
Mama była najwidoczniej zszokowana, czego tamten facet ode mnie chciał, bo nawet nie zareagowała na to, że nazwał Jake’a jej synem.
Natomiast on sam spojrzał na mnie pytająco. Jego oczy zdawały się mówić: „Mam iść?”. Ach, jaki on cudowny. Nie chciał mnie zostawić. Pokazałam mu, że może spokojnie wyjść- poradzę sobie.
Po chwili drzwi trzasnęły i zostałam w pomieszczeniu sam na sam z Chudym (tak go podświadomie nazwałam).
Chudy wyjął ze swojej torby aktówkę, wyjął z niej plik kartek i przez chwilę czytał to, co było tam napisane. Po dobrej minucie spojrzał w końcu na mnie. Odchrząknął i powiedział:
-Nieźle się wpakowałaś, moja panno.
-Ale o co dokładnie chodzi? Nie wyjaśnił mi pan, po co przyszedł.
-Ach… Tak… Strasznie roztargniony dzisiaj jestem- uśmiechnął się- Rozmawiałem dzisiaj z panem Rault’em. Znasz go, prawda?
Chwilę myślałam. Nie przypominałam sobie nikogo o takim nazwisku. A więc to musiała być pomyła.
-Nie. Nie znam pana Rault’a.
-Ale… Jak to? Zeznał, że znacie się od niedawna… A więc powtórzę pytanie. Znasz Stevena Rault’a?
A więc chodzi o Steve’a. Fakt, nie podał mi swojego nazwiska… Ale co on zeznał? Po co tu przyszedł ten policjant? Czyżby Steve postanowił powiadomić gliny o wczorajszym wypadku?
Musiałam długo milczeć, ponieważ Chudy posłał mi zniecierpliwione spojrzenie.
-Faktycznie, znam Steve’a. Poznaliśmy się przedwczoraj, w środę. Nie znałam jego nazwiska.
-A więc… Pan Rault zeznał, że ktoś próbował cię zabić.
-Czy ja wiem, czy zabić? Może po prostu ktoś roztargniony prowadził tamtą furgonetkę. Mógł nie zauważyć, że ktoś jest na jezdni.
Tak właściwie, to chyba próbowałam to sobie wmówić. Nie mogło do mnie ciągle dotrzeć, że ktoś chciał, żebym zginęła. Ktoś musiał wtedy wiedzieć, że wybieram się na zakupy. Tylko kto? Kto chciał, żebym zginęła?
-Chyba sama w to nie wierzysz, Emily- nagle Chudy stał się dla mnie całkiem miły.
Nie mogłam sformułować poprawnej odpowiedzi, dlatego policjant pytał dalej:
-Masz jakichś wrogów? Ktoś ci źle życzy?
-Nie.
-A więc może.. ktoś ci się odgrażał ostatnio?
-Nie. Uprzedzę następne pytania, jeśli pan pozwoli… Nikt się nade mną nie znęcał, nikt się ze mną nie kłócił i nikt mnie nie bił. Nie mam żadnych wrogów i nigdy nie miałam. To musiał być czysty przypadek…
-Dobrze… W takim razie…- sięgnął ręką do kieszeni munduru i wyciągnął stamtąd wizytówkę- Tu masz mój numer. Jakbyś miała coś do dodania, albo coś by ci się przypomniało… dzwoń.
Podniósł się z fotela i wyszedł. Usłyszałam cichą rozmowę na dole. Po chwili drzwi wejściowe trzasnęły, a na górę weszła mama.
-Jake już poszedł. Nie chciał robić zamieszania- powiedziała do mnie.
Później poprosiła, żebym jej wszystko opowiedziała, więc to zrobiłam. Rozmawiałyśmy trochę na temat różnych spraw związanych z wypadkiem i stanęło na tym, że jutro mam iść odwiedzić Steve. Tak właściwie to był mój pomysł. Ciągle czułam się strasznie winna, że został poszkodowany…
Gdy mama wyszła chwilę siedziałam i nic nie robiłam.
Po chwili jednak nie mogłam już znieść tego całego napięcia i rozpłakałam się. Tylko czemu?
Czy to dlatego, że skłamałam? Że powiedziałam Chudemu, że nikt mi nie groził i z nikim się nie kłóciłam, a tak naprawdę było inaczej?
Dlatego, że bałam się Jill’a?
Czy może dlatego, że bałam się, że mnie odszuka i – tym razem- zabije?
Podciągnęłam rękaw koszulki i dotknęłam blizny. Nadal strasznie bolało, gdy jej dotykałam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Noż po prostu! Kto to u licha jest ten Jill? I co ukrywa Emily?!

:>
  • awatar t h i e r r y: mmmmm, ciekawość mnie zżera;-) stęskniłam sie za twoim opowiadaniem;PP
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-
-A więc podsumujmy- powiedział Jake, gdy już mu się zwierzyłam- Szłaś po zakupy i pośliznęłaś się na jezdni. Po chwili się pozbierałaś i chciałaś iść dalej... I zobaczyłaś tą furgonetkę. Pędziła na ciebie i gdyby nie ten facet...
-Steve.
-Tak... I gdyby nie Steve byłoby już po tobie?
-Dokładnie. Wiesz, co? Opowiadałam ci tą historię przez pół godziny, a ty ją skróciłeś w paru zdaniach...
Uśmiechnął się, ale nie postanowił tego komentować. Zamiast tego, powiedział:
-Coś mi tu nie pasuje...
-Co takiego?
-Czemu właściwie nie poszłaś na policję?
-A co miałabym powiedzieć? Że zobaczyłam furgonetkę, która chciała mnie zabić?! I co oni mieliby zrobić? Nic nie wiem o tej furgonetce. Nawet rejestracji nie zauważyłam!
-Ej! Nie krzycz. Próbuję ci pomóc.
-Przepraszam...
Siedzieliśmy u mnie w pokoju. Gdy zadzwoniłam do Jake'a godzinę temu i podałam mu swój adres, powiedział, że to świetnie się składa, bo on akurat jest w pobliżu i będzie w ciągu dziesięciu minut. I tak też się stało. Przyszedł i poszliśmy do mnie; na górę. Usiedliśmy na łóżku, a ja opowiedziałam mu, co mi się przydarzyło.
-To przez to- kontynuowałam- że opowiadam tą historię już piąty raz, bodajże. To strasznie frustrujące opowiadać o sytuacji, z której mogło się nie ujść z życiem...
Oparłam się o ścianę.
-Nie martw się. Rozumiem cię. Musisz strasznie cierpieć. I pewnie się jeszcze obwiniasz o to, że Steve jest poszkodowany.
Spojrzałam na niego gwałtownie.
-Skąd wiesz?!
-Mi też się coś takiego przytrafiło... Przeze mnie... Zginął człowiek...
Nie mogłam uwierzyć w to, co mówi. Jake, ten miły chłopiec, który siedział obok mnie był mordercą?! Co prawda znałam go dwie doby, ale czułam, ze wiem o nim wszystko. Zupełnie jakbyśmy byli przyjaciółmi od wieków.
-Oczywiście nie chodzi mi o to, że kogoś zamordowałem...
Spojrzałam na niego. Jego oczy były zamglone. Czaił się strach.
-To się wydarzyło w poprzednie wakacje- kontynuował opowieść- Zatrudniłem się na łodzi. Miałem wykonywać różne polecenia i pełnić warty. Chciałem zarobić na gitarę elektryczną. Teraz to mi się wydaje takie głupie…
Czułam się okropnie, bo wiedziałam, co musiał przeżywać Jake. Chciałam położyć mu rękę na ramieniu i powiedzieć, że nie musi tego opowiadać, ale nie mogła z siebie wydobyć najmniejszego dźwięku…
Jake opowiadał dalej:
-Pewnego wieczoru miałem stać na warcie, ponieważ zapowiadała się burza. Jakby co, miałem obudzić załogę… Lecz… rozchorowałem się. Na łodzi była także mój kuzyn- Dave. Gdy zobaczył, ze jestem przeziębiony od razu postanowił mnie zastąpi. Tamtego wieczora źle się czułem. Poszedłem wcześniej spać. Około trzeciej nad ranem. Obudziłem się. Wyszedłem ze swojej kajuty. Okazało się, że nadszedł sztorm. Fale lizały kadłub łodzi. I wtedy… wtedy zobaczyłem Dave’a. Stał przy maszcie i majstrował coś przy żaglach… Wtedy usłyszałem trzask błyskawicy… Maszt ułamała się i Dave... Dave…
-Już w porządku…
Przytuliłam go. Zrobiło mi się go tak cholernie żal… Ile on musiał wycierpieć. I jeszcze do tego się obwiniał. Ale… Jake był twardym chłopakiem. Nie rozpłakała się. Zachował kamienną twarz.
Poklepałam go po plecach, uwolniłam się z jego objęć i powiedziałam powoli:
-Jake, to nie twoja wina. To był wypadek…
-To ja powinienem wtedy pełnić wartę. Ja powinienem zginąć!
-Nieprawda! To był wypadek. Każdemu się mogło zdarzyć… Nie obwiniaj się, proszę. Nie mogę na to patrzeć…
Coś sprawiło, że moja ręka powędrowała do jego policzka. To był jeden z takich odruchów nie do pokonania.
I później to już musiało się zdarzyć. Jake zaczął się do mnie przybliżać. Jego twarz była coraz bliżej mojej. Lada moment usta miały się połączyć w namiętnym pocałunku. Nasz wargi dzieliły milimetry, gdy wtem do pokoju bez pukania weszła mama.
Podskoczyliśmy na łóżku, gdy ją usłyszeliśmy. Musiała być strasznie zawstydzona, bo się jąkała:
-Em… Przepraszam, ale… To znaczy… Emily, masz gościa.
W tej samej chwili do pokoju wkroczył wysoki mężczyzna i przedstawił się:
-Komisarz Policji William Smith. Musimy poważnie porozmawiać, moja panno!
~~~~~~~~~~~~~~~~
Czego może chcieć ten komisarz?! ;D
Nawet podoba mi się ten wpis. *A Wy co sądzicie?*

Hmmm... Z braku pomysłu, jaką piosenkę wstawić, wstawiam tą, której słucham...
 

 
HEJCIA! PISZĘ CAPS-LOCKIEM, ŻEBY WPIS SIĘ RZUCAŁ W OCZY MOŻE NIEKTÓRZY BĘDĄ SMUTNI, ALE NIESTETY NIE BĘDĘ JUŻ TUTAJ PISAŁA MOICH OPOWIADAŃ. ZMIENIAM BLOGA TAM TEŻ OD POCZĄTKU ZAMIESZCZAĆ BĘDĘ MOJE NOTKI. I BĘDĘ KONTYNUOWAŁA TAM MOJE ZACZĘTE OPOWIADANIE. TUTAJ MACIE LINK DO TEGO BLOGA:
http://nickel-back.pinger.pl/

PRZEPRASZAM WAS ZA TRUDNOŚCI, ALE NA TAMTYM BLOGU MI SIĘ PO PROSTU LEPIEJ SKUPIĆ xD
DO ZOBACZENIA NA- MAM NADZIEJĘ- TAMTYM BLOGU. CAŁUSY ;*
 

 
-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-
13 wpis! Oby nie okazał się pechowy
-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-
Następnego dnia wyszłam ze szpitala. Badania przebiegły pomyślnie. Byłam w zupełności zdrowa i gotowa, aby zmierzyć się z dalszym życiem…
Jednak zapowiadało się, że Steve nie wyjdzie z tego tak szybko jak ja. Zawdzięczałam mu swoje życie. Gdyby wtedy nie przechodził koło tej jezdni byłoby po mnie. Ale z drugiej strony jakim trzeba być idiotą, żeby nie widzieć dziewczyny na jezdni? Przecież facet z czarnej furgonetki musiał, po prostu MUSIAŁ mnie widzieć. Nie było innej opcji. Przecież nie było żadnej mgły, a droga była widoczna…
Chyba, że… Nie! To na pewno nie to!, pomyślałam. Przecież to niemożliwe, żeby ktoś czyhał na moje życie! Powoli mi już chyba odbija… Ale jeśli to nie prawda, to co by oznaczały te wszystkie dziwne wiadomości od tego nieznajomego? Może on rzeczywiście ma rację i grozi mi niebezpieczeństwo? Może to nie jest jakiś pomylony człowiek, który lubi wycinać głupie kawały innym?
Wiedziała tylko tyle, że na pewno mnie obserwował. Bo skąd by wiedział, że idę do sklepu? Albo, że przygotowuję się do roli? Nie było innego sposobu. Musiał mnie obserwować…
Pod szpital podjechała po mnie mama. Przy okazji przyniosła ma ciuchy na zmianę. Bo te stare śmierdziały lekko potem…
W czasie podróży do domu wysłuchałam litanii o tym, jak to teraz trzeba uważać na każdym kroku. Że zachowałam się nieodpowiedzialnie nie rozglądając się na ulicy…
-Ale chodzi właśnie o to, że się rozejrzałam. Ta furgonetka wyskoczyła nagle zza zakrętu i…
-Czy nie uważasz, że to się nie układa w logiczną całość? To nie jest możliwe, żeby kierowca cię nie zauważył!
-No przecież wiem! I dlatego tego wszystkiego nie rozumiem!
Przez kolejne pięć minut była cisza. Widać było, że mama się zastanawia co powiedzieć. W końcu sformułowała jakieś logiczne pytanie i spytała:
-A… jak się nazywa ten chłopak, który cię uratował?
-Steve…
-Aha… Powinnaś mu podziękować.
Odmruknęłam tylko. Nie byłam w nastroju, żeby gadać o tym, co się ostatnio wydarzyło…
Doskonale sobie zdawałam sprawę, że gdyby nie Steve już byłoby po mnie. A teraz on przez moją głupotę cierpi… Nie mogłam sobie z tym poradzić…
Akurat gdy o tym myślałam, przyszedł sms:

„I co? Teraz mi wierzysz? Zaufaj mi. Usiłuję ci tylko pomóc…”

I co ja mam zrobić?! Zaufać?! Czy ignorować?! Nie mam nawet komu się zwierzyć! Nie mam żafnych bliskich przyjaciół. Nikogo!
Chyba, że…
Gdy wchodziłam do swojego pokoju wybrałam numer na telefonie.
-Jake, możemy się spotkać?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
……….. Tak, Jake jest fajny …………

Hm… może… to?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Hm… Dzisiaj może trochę dokładniej opowiem Wam o sobie . Co Wy na to?

A więc… Muzyka jest ogólnie całym moim życiem. Nie ma godziny, aby coś nie leciało z głośników. Przeważnie (a właściwie zawsze ^^) jest to zespół Nickelback. Oh… Uwielbiam go. A szczególnie Chad’a Kroegera. Ma niesamowity głos i jest śliczny. Chociaż tak właściwie jak ostatnio pokazałam jego zdjęcie koleżankom, to stwierdziły, że nie chcą znać mojego męża. Haha No cóż… Każdy ma swój styl ^^
*Po raz pierwszy usłyszałam ten zespół…* kiedy siedziałam w pokoju i czytałam książkę. W telewizji leciała VIVA. I nagle usłyszałam ten cudowny głos… Podniosłam głowę i ujrzałam jego! Boże jaki piękny!, pomyślałam.
Dodam, że była to piosenka „Lullaby”
Tak właściwie to zafascynowałam się tym zespołem dopiero jakieś 3-4 miesiące temu. Dosyć niedawno. Jednak zespół od razu pokochała i po dwóch tygodniach miałam już ich pierwszą płytę „Here And Now”. Ten krążek kupiłam tak właściwie w ciemno. Znałam zaledwie ze trzy piosenki
Słuchałam tej płyty Non Stop. Później przerzuciłam się na You Tube, ponieważ chciałam poznać więcej utworów.
Gdy dowiedziałam się, że „How You Remind Me” to piosenka Nickelback, jeszcze bardziej zakochałam się w tym zespole. Od dawna uwielbiałam tą piosenkę, ale nigdy nie przyszło mi na myśl, żeby sprawdzić kto to śpiewa.
Później kolega mojego taty zgrał mi całą dyskografię NB. Więc znam już wszystkie utwory
Łącznie mam już trzy płyty:
-„Silver Side Up”
-„Dark Horse”
-„Here And Now”
Kocham muzykę. Uwielbiam. Ubóstwiam. Ona jest całym moim życiem…
Kiedyś grałam na gitarze klasycznej… Lecz… Po roku stwierdziłam, że lekcje mnie nie ciekawią. Były nudne…
Ostatnio dostałam stypendium. (Tak właściwie to dowiedziałam się o tym wczoraj!)
Mam teraz 1200zł do wykorzystania na różny sprzęt pomagający w nauce. Gitara też się liczy. Zamierzam więc znowu zapisać się gdzieś na gitarę i kupić gitarę elektryczną. Z tej samej firmy co ma Chad A mianowicie Paul Red Smith. Oczywiście na jakąś mi starczy. Są takie co kosztują parę stów, ale i takie co 14 000 zł kosztują. Hahaha Będzie trzeba zarobić
Troszkę się rozpisałam Tak więc… jeszcze parę wpisów się o mnie pojawi…
*W jakiej gustujecie muzyce?*
Do zobaczyska Buziaki !

Piosenka „Lullaby”

  • awatar Just forget it: Przyznam że pierwszy raz słysze tą piosenkę :o . Tak wiem, jestem nie źle zacofana :p. Ale całkiem fajna "muza" ;)
  • awatar Gość: hah, też lubię Nickelback ale Chad mi się nie podoba:PP a słucham głównie reggae i rocka alternatywnego:))
  • awatar truskawkaa >:]: Świetny post. :) Ja bardziej gustuję w Sobota, Will.I.Am, Sia, David Guetta czy Lil Kim. Ale co kto woli.. :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-
Hej! A więc… Na początek muszę Wam BARDZO podziękować. Niecałe 300 osób mnie już odwiedziło! Naprawdę nie spodziewałam się tylu odwiedzin po 10 wpisach… To dla mnie miłe zaskoczenie. Jestem niezmiernie szczęśliwa, że komuś spodobały się moje wypociny.
A więc jedne wielkie DZIĘKI! ;*
-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-_-

Na początku nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. Strasznie kręciło mi się w głowie. Świat wirował dookoła. Było mi strasznie niedobrze, a do tego całe ciało mnie bolało. Nie mogłam sobie przypomnieć, co robiłam w ostatnim czasie. Pamiętałam tylko to, że poszłam po zakupy. A później film się urwał…
Gdzie ja jestem?, pomyślałam.
Leżałam na jakimś niewygodnym łóżku i wpatrywałam się tępo w sufit… Jego biel strasznie raziła w oczy.
Spróbowałam się podnieść, lecz moje ciało przeszył straszny ból. Kurcze! Co mi się stało?!
-Już się obudziłaś?- dobiegł mnie głos z boku.
Odwróciłam się w tamtą stronę. Zobaczyłam jeszcze inne trzy łóżka. Na jednym z nich leżał… Steve!
Co on tu robi?, przemknęło mi przez myśl.
-E… Gdzie ja jestem? I co tutaj robisz razem ZE MNĄ? – spytałam trochę zdziwiona.
W końcu to trochę dziwne, że spotykam go ponownie JEDNEGO dnia. Śledzi mnie, czy co?
-Mogłabyś okazać trochę mniej sceptycyzmu. W końcu, gdyby nie ja, Bóg wie, co by się z tobą stało!
Spojrzał na mnie, a po chwili znowu powiedział:
-Nic nie pamiętasz, prawda?
Pokiwałam głową. Teraz chciałam się tylko dowiedzieć, co tu jest grane…
-A więc, jakby ci to wytłumaczyć… Hm… Szedłem właśnie na lekcję gitary, gdy nagle zobaczyłem ciekawą scenkę. Jakaś dziewczyna przewróciła się na jezdni i nie mogła się podnieść. I wtedy zobaczyłem wielką, czarną furgonetkę. Zdziwiłem się strasznie, ponieważ nie było mglisto i kierowca powinien od razu zobaczyć kogoś na jezdnia. Ale pojazd cnie zwalniał. Wprost przeciwnie- jechał coraz szybciej… Więc zacząłem wołać. Ale najwidoczniej mnie nie słyszałaś. Zacząłem biec ile sił w nogach, żeby pomóc… Zdążyłem w ostatniej chwili i odepchnąłem cie na bok. Wiesz jak bardzo się zdziwiłem, jak zobaczyłem, że to ty? No… A teraz leżę tutaj… Właściwie to… Ty najmniej ucierpiałaś- uśmiechnął się – Uderzyłaś się tylko lekko w głowę.
Ach! To dlatego pewnie mam te zawroty głowy!, pomyślałam.
Dotknęłam ręką mojej skroni. Faktycznie musiałam się uderzyć. Miałam owiniętą głowę w bandarz.
Spojrzałam na Steve’a i przeraziłam się. Miał całą nogę w gipsie.
-O! Złamałeś nogę, ratując mnie?!
-Właściwie to … tak. Ale to tylko małe złamanie. Nie przejmuj się. Ważne, że tobie nic nie jest.
Uśmiechnął się promiennie.
-Dziękuję ci bardzo… Steve. Gdyby nie ty, już byłoby po mnie!.
-Naprawdę nie musisz dziękować. Wystarczy, że wyskoczysz ze mną na lody, czy na pizzę.
-Ha ha ha. A więc tak to sobie obmyśliłeś? Pewnie zaaranżowałeś to wszystko, żebym później nie mogła się wykręcić od spotkania z tobą?
-Kurcze! Nie wiedziałem, że tak szybko to rozgryziesz! Siedziałem nad tym całe popołudnie! To był mój szatański plan!
Po chwili już śmialiśmy się do łez.
Gdy już się uspokoiliśmy wydusiłam:
-Dziękuję ci. Naprawdę.
Odmruknął mi coś. Najwidoczniej był trochę skrępowany.
Siedzieliśmy w milczeniu. W końcu przyszła pielęgniarka.
-O! Już wstaliście to dobrze. Emily, musimy ci jeszcze zrobić jutro badania i jeśli będzie wszystko dobrze, wypiszemy cię do domu… Jeśli jednak chodzi o ciebie, Steve… Miałeś naprawdę wielkie szczęście, że nie wykrwawiłeś się na tej ulicy na śmierć! Masz złamanie otwarte w dwóch miejscach! Jednak dzięki szybkiej interwencji lekarskiej na razie jest wszystko dobrze.
Zwróciła się do mnie:
-Jesteś wielką szczęściarą, że natrafiłaś na osobę tak odważną, która rzuciła ci się na ratunek…
Po czym wyszła.
Nie mogłam uwierzyć! On powiedział, że to tylko lekkie złamanie! A przecież, ledwo co przeżył.
To wszystko moja wina! Wszyscy przeze mnie cierpią! Nie umiałam nawet przejść przez tą głupią jezdnię, żeby się nie przewrócić. Gdyby coś się stało Steve’owi nie wybaczyłabym tego sobie. Gdyby ktoś zginął przez moją głupotę, nie mogłabym żyć dalej z poczuciem winy, że przeze mnie ktoś nie żyję.
Gdy Steve na mnie spojrzał, miałam oczy pełne łez…
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Oh! Gdyby istnieli tacy chłopcy, którzy byliby tacy jak Steve Świat byłby piękny

Teraz może coś wolnego... Ciekawy teledysk
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Co to ma znaczyć?! Ten żart już w zupełności mi się nie podobał. Ale… Skąd on wiedział (wiedziała- bo to tak właściwie mogła być też ona), że akurat teraz ćwiczę do roli?! Czyżby ten ktoś mnie podglądał?!
W jednej chwili znalazłam się przy oknie, spojrzałam na dół i… Nikogo nie było! Ale… Ale… Jak to możliwe, w pół minuty nie zdołałby się ulotnić!
Więc o co tu chodziło?
Po chwili znowu przyszedł sms:

„Nie wysilaj się, nie znajdziesz mnie. Zrozum, nie jestem jakimś zboczeńcem! Ja tylko chcę ci pomóc! Jesteś w niebezpieczeństwie. Muszę ci pomóc. Rozumiesz? Ile jeszcze mam ci dać dowodów na to, że to nie jest jakiś szczeniacki żart?”

Jezu, on mnie prześladuje! Chociaż… O co chodzi z tym niebezpieczeństwem...? Może… Może on naprawdę stara mi się pomóc..? Może powinnam mu zaufać? Nie, nie, nie! Przecież to się kupy nie trzyma! Po prostu zablokuję jego numer i tyle.
-Emily! Pójdź po zakupy, dobrze?
-Już idę, mamo!
Zeszłam na dół. Mama wręczyła mi listę zakupów. Trochę… Długa była…
-Ser biały, ser feta, brokuł, wędlina sopocka, masło, margaryna, mleko, herbata...?! Nie za dużo tego trochę?!
-Zapomniałam dzisiaj pójść do sklepu.
-Okej…
Poszłam do przedpokoju i założyłam moje nowe koturny. Ach… Śliczne były. Pomarańczowe… Zakochałam się w nich.
Narzuciłam na siebie płaszcz i wyszłam. Zamurowało mnie! Padał śnieg! Tak szybko?! Przecież jest dopiero koniec września…
Jednak mimo wszystko uwielbiałam śnieg, więc uszczęśliwiłam się. Jedyny minus zimy to to, że było wtedy strasznie zimno… Zupełnie tak jak wtedy, kiedy szłam po zakupy…
I wtedy przyszedł kolejny sms:

„Nigdzie masz nie wychodzić. Pamiętaj jesteś w niebezpieczeństwie! Ktoś próbuje cie zabić!”

Zmroziło mnie. Ale tylko an chwilę. Nic innego mi nie pozostawało tylko to ignorować. Włożyłam telefon do kieszeni i poszłam przed siebie. Sklep był oddalony od mojego domu o parę przecznic. Było tak piekielnie zimno, że miałam tylko ochotę na to, aby powrócić do łóżka i wypić kakao! Ale musiałam iść po te głupie zakupy… ¬
Ręce, uszy i policzki już mi zupełnie zamarzły, gdy zbliżyłam się do ulicy Traugutta. Terez pozostawało mi tylko przejść przez ulicę.

„Nie przechodź przez jezdnię!”

Zbliżałam się do niej krok po kroku.

„Nie rób tego!”

Jeden krok bliżej.

„To się źle skończy!”

Rozejrzałam się. Nic nie jechało.

„Słuchaj mnie! Nie wchodź na jezdnię!”

Zrobiłam jeszcze parę kroków i znalazłam się na ulicy. Szłam pewnie przed siebie. Jeden krok za drugim zbliżałam się do drugiego końca jezdni.
Jednak było zbyt ślisko… Pośliznęłam się.
Próbowałam wstać, ale nawierzchnia jezdni była pokryta lodem, a z moimi koturnami nie miałam szans na szybkie pozbieranie się. Na szczęście natrafiłam nogą na niezlodowaciały fragment jezdni i podniosłam się. Spojrzałam przed siebie. Nic nie jechało. Już miałam iść dalej, gdy zza zakrętu wyjechała czarna furgonetka.
Jechała wprost na mnie. Przyśpieszała. Przecież kierowca musiał mnie widzieć! Byłam tak zszokowana, że nie mogłam się ruszyć.

„Uciekaj!”

Zbliżała się coraz szybciej i szybciej.
-Uważaj!- usłyszałam czyjś krzyk.
Jakaś osoba złapała mnie wpół i popchnęła. Później usłyszałam tylko pisk opon…
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Trochę dreszczyku emocji.

Omnomnomnomnom <3 Uwielbiam
  • awatar Madlajn ♥: Musiałaś skończyć w tym momencie ;) Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Przyznam że miło się czyta twoje opowiadanie :)
  • awatar t h i e r r y: mrrr, fajne ^ ^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
W pierwszej chwili, gdy przeczytałam wiadomość przestraszyłam, ale później pomyślałam sobie, że to zapewne jeden z tych głupich żartów. Coś w stylu „Lodówka ci chodzi? To pilnuj, żeby ci nie uciekła!!!” I później ten ktoś się rozłączał. Żeby nie kłamać… Jak byłam mała to niejednokrotnie z koleżankami wycinałyśmy komuś podobny kawał. Tak, wtedy było śmiesznie, ale ta wiadomość to już chyba lekka przesada! Przecież ten sms nawet śmieszny nie jest! O co chodziło w tym, że „Jestem w niebezpieczeństwie”?
-Emily! Obiad!
-Już! Już idę!- odkrzyknęłam.
Okej, uznajmy to za żałosny żart. I tyle. Koniec. Kropka. Po co ja w ogóle sobie tym zawracam głowę? Komuś się nudziło i postanowił wysłać pod pierwszy-lepszy numer jakąś idiotyczną wiadomość. Jacy ludzie żyją na tym świecie!
Schowałam komórkę do kieszeni i zeszłam na dół. Już na schodach poczułam przyjemny aromat kuchni mojej mamy. Palce lizać!
-Ile ciebie trzeba wołać!- zawołała mama.
-Ojć, przepraszam- uśmiechnęłam się- Pisałam z kolegą i…
-O! A więc tak to się teraz nazywa…- posłała mi promienny uśmiech.
-Oj, mamo!
-Dobrze, już dobrze. Siadaj do stołu. I smacznego!
-Nawzajem.
Usiadłam na krześle. Ah! Jak to danie pięknie pachniało! Nugetsy z sosem czosnkowym a do tego ziemniaki i kapusta. Pychotka!
Już miałam się zabrać do pałaszowania dania, kiedy rozległ się sygnał nowej wiadomości. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i zerknęłam na wyświetlacz. To od Jake’a! No w końcu!
„Hej, przepraszam, że musiałaś tyle czekać. Musiałem się zając kuzynem, bo rodzice wyszli z domu. Z chęcią z Tobą spędzę jutro czas. Muszę już kończyć, bo ten nicpoń mnie zakatuje na śmierć. Do jutra!”
Ha ha ha! Już sobie wyobrażałam Jake’a w roli opiekunki do dziecka. Oh, rozbawił mnie ten widok!
-Z czego się tak śmiejesz, córuś? Czy ty nawet przy jedzeniu nie możesz sobie dać spokoju z tą komórką?
-Z kolegą rozmawiam. Przepraszam.
Zaczęłam jeść. Jedzenie rozpływało mi się w ustach! Pyszne to było…!
Nawet nie zauważyłam, kiedy zjadłam cała porcję. Najadłam się tak bardzo, że brzuch mi pękał. Podziękowałam mamie za obiad i udałam się na górę.
Spojrzałam na zegarek i przeraziłam się. Jak to możliwe, że jest już druga?! Przecież dopiero co byłam w szkole! Czyżby aż tak dużo czasu zajęło mi czekanie na autobus i rozmowa ze Steve’em? Jak ten czas szybko leci!
Mam tyle wolnego czasu… Co by tu porobić, pomyślałam… Już wiem! Pouczę się trochę do roli na przedstawienie.
Grałam bowiem… Gnoma… Tak wiem, to śmiesznie brzmi. Ale rola naprawdę mnie zaciekawiła. Przedstawienie nosiło nazwę „Wszystkie Smoki o Tym Wiedzą”.
Od lat chodziłam na kółko teatralne. Najpierw uczęszczałam do Domu Kultury, ale ponieważ poszłam do gimnazjum namnożyły mi się obowiązki. Nie maiłam, więc czasu tam jeździć. Okazja nadarzyła się, kiedy w szkole ruszyło kółko teatralne. A to wszystko za sprawą nowej nauczycielki od polskiego. Uczyła wcześniej w innym gimnazjum. Dowiedziałam się, że organizuje świetne spektakle. Raz nawet pokazywali jej przedstawienie w telewizji! To przecież idealna szansa, żeby zabłysnąć!
Tak więc, nie bacząc na nic zapisałam się na to kółko. Zagrałam już w paru przedstawieniach. Od zawsze lubiłam grać na scenie. To było coś bardzo czarującego. Można było wtedy zjednoczyć się z ludźmi na widowni i przekazać im szereg uczuć. Uwielbiałam to! Aktorstwo było całym moim życiem…
-A więc… Zobaczmy co my tu mamy… - powiedziałam sama do siebie.
„Co robisz, co robisz. Ładne są, to je sobie… oglądam. Tak, oglądam!
Macie tu pełno niepotrzebnych rzeczy. O, na przykład siedmiomilowe
buty. Po co to smokowi? Będziesz tu cały
czas nade mną stał? Idź sobie na dwór! Nie lubię, jak mi ktoś
przeszkadza, kiedy oglądam skarby.”
Cóż, niezbyt trudne. Nauczyłam się tego w trzy minuty, a później przeszłam do ciekawszych momentów.
I właśnie gdy już miałam zagrać to, jak Gnom wygłasza kwestię, że potrzebuje więcej złota i klejnotów telefon zawibrował mi w kieszeni.
„Widzę, że nie wzięłaś sobie do serca moich ostrzeżeń. Hmm… No cóż… Nic na to nie poradzę, ale wiedz, że nie kłamałem. To nie jest jakiś szczeniacki żart, tylko najprawdziwsza prawda. A tak na marginesie, to musze ci pogratulować. Jeszcze nie widziałem osoby, która tak pięknie gra. Masz prawdziwy talent. Świetna będzie z ciebie aktorka…”
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Co to ma znaczyć?! On ją śledzi czy co?! I kto to jest?!
- - - - - - - - -
Luv
  • awatar Madlajn ♥: Wciągające :)
  • awatar Gość: Czekam na więcej!! To jest niesamowite!! :3
  • awatar Kremówka_01 - Tinka: hej chcę więcej :) Zajebistee ! :) Uwielbiam to :) I też lubię aktorstwo xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Na następny autobus musiałam czekać godzinę. Steve powiedział, że musi już iść, ponieważ ma lekcję gitary. Hm… Tak na marginesie, to też lubię grać na tym instrumencie, ale nie chwaliłam mu się, bo po co? Przecież, go to raczej i tak by nie zainteresowało…
Więc siedziałam tak na ławeczce. Dzisiejszy dzień, na pewno nie zasługuję na wpis do księgi „Szczęśliwe Dni Emily”. Takowa książka nawet nie istniała, ale gdyby ktoś ją napisał, na pewno ten 21 września by się w niej nie znalazł… Czy to możliwe, żeby mieć takiego pecha w ciągu JEDNEGO dnia?! Co prawda poznałam dwóch fajnych chłopaków- Steve’a i Jake’a. Jednak w obliczu innych dzisiejszych porażek (jak na przykład wezwanie do dyrekcji), zbyt bardzo mnie to nie pocieszało.
Pozostawała mi tylko nadzieja, że jutro będzie lepiej. Ne mogłam na to liczyć. W końcu, to, że nie posłuchałam historyczki i nie poszłam do dyra na dywanik, na pewno odniesie swoje skutki. Oj tak! Będą kłopoty, jakich nigdy wcześniej nie miałam… Ale to nie jest w zupełności maja wina. Gdyby ona się tak na mnie nie uwzięła!.... Ale zdaje się, że już o tym mówiłam…
Zatłoczony autobus w końcu zatrzymał się u moich stóp. Wsiadłam. Nie było miejsc siedzących, więc usadowiłam się w koncie i złapałam za jakąś poręcz, żeby się nie przewrócić. Tłok utrzymywał się aż dotarłam na mój przystanek. Wysiadłam i z ulgą odetchnęłam świeżym powietrzem.
Ruszyłam wzdłuż uliczki i po paru minutach już byłam w domu. Od razu zrobiło mi się cieplej. W końcu na dworze była temperatura na minusie. Co było dziwne, ponieważ był dopiero wrzesień. Powinno być cieplej. A tu proszę! Tak jakby była zima!
-Emily! Co ty TUTAJ robisz? I jak ty wyglądasz?!- krzyknęła zdziwiona mama, wychodząc z kuchni.
No tak. Nie był co ukrywać, byłam CAŁA ubłocona. Ah! Ja jeszcze znajdę tą śmieciarkę, co mnie ochlapała!
-Ja… Em… Spóźniłam się na lekcje, historyczka zaczęła mnie obwiniać, to jej odpyskowałam i ona mnie wysłała do dyrektora, to sobie wróciłam do domu. A potem samochód mnie ochlapał…
Nie wiedzieć czemu, powiedziałam prawdę… I tak mama by się dowiedziała prawdy, więc po co robić sobie więcej kłopotów i ja okłamywać?
-Ona chyba naprawdę się na ciebie uwzięła…- stwierdziła mama.
Ah! Jak ja ją kocham. Już miałam parę nieprzyjemnych sytuacji z tą babą, więc mama wiedziała, do czego jest zdolna. Znając życie na moim miejscu też by tak postąpiła.
-Ta… Co na obiad?- spytałam, wyczuwając przyjemne zapachy dobiegające z kuchni.
-Zrobiłam Nugetsy z surówką, a na deser babeczki czekoladowe.
-Um! Pycha!
Mama umiała świetnie gotować. Zawsze przygotowywała świetne dania, od których ślinka ciekła.
-Idź się przygotować. Masz piętnaście minut!
Poszłam na górę, umyłam ręce i postanowiłam wziąć prysznic. Nie dość, że cała się lepiłam, to wyglądałam jak potwór z Loch Ness (A może nawet gorzej…).
Po kąpieli poczułam się jak nowo narodzona. Poszłam do pokoju rzuciłam plecak na fotel przy biurku. Położyłam się na łóżku. Zostało mi jeszcze pięć minut do obiadu… Byłam taka zmęczona, że najchętniej od razu położyłabym się spać.
Nagle poczułam wibracje w kieszeni. Wyjęłam komórkę i odczytałam wiadomość z wyświetlacza.
„Hej! Co tam? Jesteś jeszcze w szkole? Jake”
Oh! To Jake!
„Hej! OH! Lepiej nie opowiadać, jakie piekło zgotowała mi na przywitanie historyczka! Jutro ci wszystko opowiem . A tak właściwie… To skąd masz mój numer?”
Nie minęłam minuta, a już pojawiła się odpowiedź:
„Sama mi go dałaś . Nie pamiętasz?”
Ah! No racja! W drodze do szkoły podałam mu kontakt do siebie, w razie, gdybym zgubiła karteczkę, a właśnie… Sięgnęłam do kieszeni. Przeszukałam ją wzdłuż i wszerz. Później drugą. O nie! Nie ma jej!
Ale ze mnie niezdara… Zgubiłam ją. Dobrze, że Jake zna mój numer…
„Ah… No tak… Przepraszam… Zapomniałam, jestem bardzo zmęczona. Masz jutro czas po szkole? Oprowadziłabym cie po okolicy”.
Czekałam minutę…
Dwie….
Trzy…
A odpowiedzi nie było.
-Emily! Obiad!
-Już idę- odkrzyknęłam.
I wtem usłyszałam sygnał przychodzącej wiadomości. Jednak to nie był Jake, ani nikt, kogo znałam…
„Hej, Emily. Grozi i wielkie niebezpieczeństwo… Wyznaczono mnie na twojego ochroniarza. Od teraz robisz wszystko co ci powiem. Pamiętaj! Jesteś w niebezpieczeństwie!”
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Akcja się trochę rozkręca. Cóż to za dziwny facet wypisuje jakieś bzdury do Emily? Głupi żart, czy może najprawdziwsza prawda? Jak myślicie?

A co powiecie na....: <3
Dzisiaj trochę rysowałam.. *Podoba się Wam?*
Hikari Hanazono - Manga: Special A
  • awatar Madlajn ♥: Ślicznu rysunek :3 No i świetny rozdział ;)
  • awatar iCarlice.xX: Świetne!:D Zapraszam do nas, jeśli się spodoba byłoby miło znaleźć się w Twoich obserwowanych. :)
  • awatar B.U.K.A♥: @t h i e r r y: Tak właściwie... To ja sama się nad tym jeszcze zastanawiam :D Ale jedno jest pewne... Przez dłuuuuugi czas nie będzie wiadomo który to :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Biegnąc ulicą myślałam tylko o jednym. O tej wrednej babie, która kazała mi iść do dyrektora za to, że „niestosownie się do niej odzywałam”. Przecież to ona nie wiadomo po co mi robiła wyrzuty ze spóźnienia. Mogła sobie darować! Ale nie! Ona oczywiście musiała wtrącić swoje trzy grosze! Zupełnie jakby nie mogła mi po prostu wpisać do dziennika spóźnienia!
Podążałam ulicą w stronę przystanku. Ciągle niemiłosiernie lało. Miałam tylko nadzieję, że autobus przyjedzie szybko i nie będę musiała czekać nie wiadomo ile.
Oby tylko ta głupia baba do dyrektora nie poszła. Jeśli by tak zrobiła, miałabym kłopoty. Jednak nie chciało mi się nad tym myśleć, bo na samą myśl, o ostatnich wydarzeniach chciało mi się płakać. A po za tym ciągle mi zostawała do wymyślenia jakaś wymówka, dlaczego jestem wcześniej. Mama nie dawała się tak łatwo wodzić za nos i trzeba się było nieźle starać, żeby przełknęła kłamstwo. Nie lubiłam jej okłamywać, bo ona zawsze była wobec mnie szczera, ale ta sytuacja tego wymagała. Co miałam robić? Przecież nie mogłam nigdzie iść, bo nadal padało. Do kawiarni też nie mogłam iść, bo tylko bym się tępo wpatrywała w ścianę i ludzie wzięli by mnie za wariatkę.
Szłam patrząc pod nogi. Moje myśli zaczęły znowu krążyć wokół Jake’a. Gdy tylko wrócę do domu, napiszę do niego sms’a i spytam się, czy ma czas, aby się spotkać, pomyślałam. Oczywiście musielibyśmy się umówić w jego, albo moim domu. W taką pogodę nic innego się nie dało robić. A zresztą… Nawet jeśli się dzisiaj nie spotkamy, to przecież możemy popisać. Zawsze coś…
I nagle to musiało, po prostu musiało się wydarzyć. Tak to przecież jest, kiedy sie patrzy się na drogę.
-Ojć! Przepraszam…- wyjąkałam do mężczyzny, z którym się zderzyłam.
Na oko był ode mnie starszy o trzy lata. Z pewnością nie chodził już do gimnazjum. Zza jego okularów spoglądały na mnie mądre oczy.
-Nic, nie szkodzi- uśmiechnął się do mnie.
Odpowiedziałam mu tym samym. Już miałam iść dalej, lecz nagle, wydarzyło się coś jeszcze.
Nastąpiło głośne „CHLUP!” i po chwili oboje ociekaliśmy wodą zmieszaną z błotem.
-Co to, do cholery?!- krzyknęłam spoglądając na odjeżdżającą ciężarówkę.
Zaczęłam wymachiwać ręką kierunku oddalającego się pojazdu.
I wtedy spojrzałam na mężczyznę obok mnie. Jednak w tej samej chwili on wpadł na ten sam pomysł. Nasze oczy się spotkały. Wystarczyło jedno spojrzenie a po chwili oboje śmialiśmy się jak opętani. Ten wybuch śmiechu trwał parę dobrych chwil, a gdy już odrobinkę się uspokoiliśmy, wyciągnął do mnie rękę:
-Jestem Steven, ale mów mi Steve- powiedział- A ty jak masz na imię?
Zaskoczyło mnie to nagłe przejście na „ty”. Przecież byliśmy ludźmi poznanymi na ulicy. No ale cóż…
-Jestem Emily. Miło mi ciebie poznać.
Uścisnęłam jego dłoń.
-Masz może chusteczkę- wskazał na swoją twarz.
W jednej chwili zrozumiałam o co mu chodzi. Jego okulary były umazane błotem. Czy on cokolwiek przez nie teraz widział?
Sięgnęłam do kieszeni płaszcza i wyciągnęłam pomiętą chusteczkę:
-Proszę.
-Dzięki.
Zaczął wycierać swoje okulary, a po chwili spytał:
-Co tutaj robisz, Emily?
-Em… Tak sobie idę… Przed siebie w dal…
-Aha… Czyli twoim hobby, jest chodzenie po mieście z zachmurzoną miną i wpadanie na przechodniów? – spytał, śmiejąc się.
-Przecież przeprosiłam… Em… Urwałam się z lekcji… Nauczycielka mnie wkurzyła i wiesz…
-Nie martw się. Niektórzy tacy są. Myślą, że są najważniejsi i tylko oni się liczą. Nie warto sobie nimi zaprzątać głowy…
Tak. Tak! Przecież on miał rację! Co mnie ona obchodzi?! Chce być zołzą to niech sobie nią będzie.
-Dziękuję! Masz rację. Czemu ja na to nie wpadłam? Dziękuję.
-Nie ma sprawy. Czekasz na autobus?
-Taaak.
-To mam złą nowinę. Właśnie ci odjechał…
~~~~~~~~~~~~
To już lekkie przegięcie! Żeby tyle nieszczęść zdarzyło się jednego dnia?! Horror! ;/
Niedawno nasmażyłam naleśników! Jutro mamy konkursik na najlepsze naleśniki w szkole =]
Mam nadzieję, że uda mi się zająć jakieś dobre miejsce. Są cztery osoby razem ze mną, więc może mi się uda? Kto wie… Trzymajcie kciuki.
(Tak, wiem… To chore, żeby przynosić naleśniki do szkoły )
Oh! Uwielbiam tą muzykę

P.S Przepraszam, że musicie długo czekać na wpisy, ale brakuje mi troszkę czasu... Codziennie odpytywanie, sprawdziany, kartkówki...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
...
Dziewczyna rozmawia z chłopakiem:
- Kocham cię.
- Ja ciebie bardziej.
- Jutro będę miała operację na serce.
- Wiem.
Po operacji dziewczyna budzi się, a przy jej łóżku siedzi tylko tata.
- Gdzie on jest?! - pyta dziewczyna.
- Nie wiesz kto był dawcą serca?
Dziewczyna rozpłakała się.
 

 
-Co ty tutaj robisz?- usłyszałam jego głos- Nie idziesz na lekcje?
-Idę, idę. Po prostu… Zamyśliłam się.
Nie mogłam mu przecież powiedzieć, że tak naprawdę myślałam o nim. Od razu by pomyślał, że jest coś ze mną nie w porządku. W końcu prawie wcale się nie znamy. To, ze się spotkaliśmy było czystym przypadkiem. Równie dobrze, mogłam iść na pieszo i nie jechać autobusem. Wtedy nie spotkałabym Jake’a. Coś mnie w tym chłopaku pociągało, ale zupełnie nie wiedziałam co to takiego. Może to jego głębokie spojrzenie? Albo jego sposób bycia? Od razu zauważyłam, że ma oryginalny styl.
-To lepiej już idź, bo nauczycielki z reguły nie są wyrozumiałe… Wiesz, o czym mówię?
Mrugnął do mnie znacząco.
-Eh… I tak u historyczki mam już nieobecność i raczej nie obchodzi ją to, że przegapiłam mój przystanek.
Uśmiechnęłam się.
-A ty… musisz już iść?- spytałam po chwili.
-Tak… Niestety.
Chyba zauważył, że moja mina posmutniała, bo zaraz dodał:
-Nie przejmuj się. Dzisiaj do ciebie zadzwonię i może się spotkamy nad zalewem? Podobno tam jest świetnie. Kolega mi opowiadał.
-Tak, to prawda. To czarujące miejsce.
-A więc… Muszę iść. Pa.
Zupełnie nie wiedziałam co zrobić. Czy przytulić go na pożegnanie, tak jak innych moich kumpli? Nie, to by wyglądało naprawdę głupio. Więc pomachałam mu tylko i krzyknęłam:
-Cześć!
Jake zniknął za załomem korytarza, a ja znowu nie wiedziałam co zrobić. Pozostawało mi tylko iść na lekcję.
Odszukałam salę 111, gdzie mieliśmy historię i nie pukając wparowałam do klasy. Już myślałam, że nic nie powie, ale jednak mi się nie upiekło i gdy rozpakowywałam książki na ławkę, powiedziała:
-O! Któż to nas odwiedził? Czyżby panna Emily raczyła nas zaszczycić swoją obecnością?! Cóż… Szkoda tylko, że tak późno.
-Też się cieszę, że panią widzę- powiedziałam raczej do siebie.
Już dawno postanowiłam, że nigdy nie okaże jej ani krzty szacunku. Nie była miła dla innych, to niech ma, na co zasłużyła.
-Uważaj lepiej dziecko na to, co mówisz, bo się przejedziesz!
-Jeśli się nie mylę, to groźby są karalne.
Widać było, że się zastanawia co odpowiedzieć. W końcu wypaliła:
-Ależ ja tylko cię ostrzegam.
Nie chciało mi się tego nawet komentować. Ta wredna baba nigdy nie była miła, to czemu ja miałabym być inna? Wypakowałam książki, lecz w tym samym momencie rozległ się dzwonek. Już chciałam wybiec, ale nauczycielka mnie zatrzymała:
-Emily! Ty nigdzie nie idziesz!
-O co chodzi?- spytałam zła, jak nie wiem co.
-Za karygodne odzywanie się do mnie i poniżanie mnie na tle całej klasy… Marsz do dyrektora!
Zamurowało mnie. Zagotowałam się ze złości. Co ta baba sobie wyobraża?! Nie będzie się tak zachowywała w stosunku do mnie!
-Jeszcze tego pani pożałuje!- wykrzyknęłam i wybiegłam z klasy.
Ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych. Nie ma mowy! Nie zostanę tu ani sekundy dłużej! Nagle poczułam gorzkie łzy, które spływały po mojej twarzy wsiąkając w zimowy szal… Gdyby tylko był tu Jake!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Wiem, wiem. Zdaję sobie sprawę, że ten wpis nie należy raczej do udanych… Może następnym razem mi się powiedzie lepiej? *A Wy, co o nim sądzicie?

Ojć! Tą piosenkę też uwielbiam :
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
~~~~~~~~~~~~~~~~
Do szkoły dotarłam dobre pół godziny po dzwonku. Musiałam zasuwać z przystanku do szkoły na pieszo, a deszcz przecież lał niemiłosiernie. Nic więc dziwnego, że gdy tylko weszłam do klasy nauczycielka na mnie się dziwnie spojrzała. Nie dość, że się spóźniłam to jeszcze byłam mokra od stóp do głów. Jednak najwyraźniej nie chciała komentować mojego wyglądu i kontynuowała dalej lekcję. Wśliznęłam się więc po cichu do mojej ławki i wypakowałam książki… Na lekcji zaczęłam rozmyślać o spotkaniu z tym chłopakiem- Jake’m. Coś w tym chłopaku mnie pociągało. Tylko nie wiedziałam jeszcze co… Może jak nas tym głębiej pomyślę to coś wykombinuję?
Nie dość, że mi nadepnął na buta (nadal był brudny chociaż szorowałam go już mokrą chusteczką- jeden z powodów spóźnienia), to jeszcze okazało się, ze chodzi do tej samej szkoły co ja.
-Nigdy wcześniej cię nie widziałam. Jak to możliwe?- spytałam bardzo zdziwiona.
-Dopiero co się przeprowadziłem. Mama pracuje w sporej redakcji i oddelegowali ją tutaj. Mają jej więcej płacić, więc się zgodziła. Dzisiaj jest mój pierwszy dzień w tej szkole… Trochę się boję…
-E, tam! Nie masz czego! Ludzie są spoko. Szybko załapiesz co i jak. Ale muszę cię ostrzec przed historyczką. Jest niezwykle cięta. Nikt jej chyba nie lubi… Taki postrach wszystkich uczniów. A tak w ogóle… To do której klasy idziesz? Ja chodzę do 2D.
-Jeszcze nie wiem. Dzisiaj mam się dowiedzieć, do której mnie przypisali… Wygląda na to, że się spóźnimy. Pięć minut temu był dzwonek.
-Ano… Był…
-Przepraszam. To moja wina. Nie dość, ze ci buta uwaliłem, to jeszcze będziesz miała burę w domu.
-Nie… Moi rodzice są tolerancyjni. Wiesz… Jak to oni mówią? A! Oni mają „swoją własną przestrzeń duchowną” i uważają, że „każdy człowiek jest Motylem”. Cokolwiek to znaczy. Czasami się zastanawiam, z kim ja żyję pod jednym dachem.
Jake zaczął się śmiać.
-Ej! Nie śmiej się! Powiem ci coś zabawniejszego. Codziennie musze spędzać godzinę na odprawianiu rytuału, żeby duchy odpędzić z domu…
Teraz śmialiśmy się już razem do rozpuku.
-Ale żeby było jasne- powiedział po chwili- Żartowałaś prawda?
-Jasne, głuptasie. Moja mama nie pracuje i opiekuje się mną i siostrą, a tata ma swój zakład samochodowy.
-Eh… Masz fajnych rodziców. Moich ciągle nie ma w domu…
-Kurczę… Współczuję ci. Musi być ci naprawdę ciężko tak żyć. Każdy potrzebuje rodziców… Przykro mi…
Naprawdę mi się zrobiło go żal. Musiał strasznie cierpieć. W tej samej chwili pomyślałam, że muszę za wszelką cenę uczynić jego życie lepszym. Nie wiem co mnie wtedy naszło. Ale coś mi kazało tak postępować.
-Nie przejmuj się- uśmiechnął się do mnie, ale widać było, że się do tego zmusza.
-Wiesz… Jakby co, to ci pomogę. Możesz do mnie przyjść ze wszystkim.
Zabrzmiało to naprawdę dziwacznie zważając, że znamy się zaledwie godzinę. Jednak w jego towarzystwie czułam się jak ryba w wodzie. Jake stał się moim przyjacielem. Moim obowiązkiem było mu pomóc. W końcu dotarliśmy do szkoły. Weszliśmy po wielkich schodach i otworzyliśmy drzwi do budynku. Przeszliśmy korytarz i mieliśmy do wyboru pójść w lewo albo w prawo.
-Gdzie jest sekretariat?
-Tam za rogiem. Idziesz prosto, mijasz dwie sale i masz zielone drzwi. To tam. A czemu się pytasz?
-Muszę tam teraz iść. Dzisiaj jeszcze nie będę na zajęciach. Idę odebrać podręczniki i dowiem się, do której klasy należę. Do zobaczenia później. Paaaaa.
Uśmiechnął się do mnie. Swoją drogą był to najpiękniejszy uśmiech jaki kiedykolwiek w życiu widziałam. Wprost nieziemski. Musiałam się podeprzeć ściany, żeby się nie przewalić. Usiadłam na podłodze, oparłam się o zimny mur i zaczęłam myśleć o wszystkim co się wydarzyło przez ostatnią godzinę. Aż się w głowie nie mieściło, że naraz może się tak wiele wydarzyć. I czułam się szczęśliwa, że poznałam Jake’a. On był kimś wspaniałym.
Czy ja zwariowałam? Przecież ja nawet go nie znam. Dlaczego, aż tak bardzo go polubiłam? Wtedy tego nie wiedziałam. Nie przeczuwałam także, jak wielką rolę odegra w moim życiu Jake…
~~~~~~~~~~~~~~~~~
A więc to tyle, jeśli chodzi o rozdział 2. Trzeci się postaram wkrótce napisać
A teraz świetna piosenka, którą wprost kocham *Podoba się Wam?* (Dziwne tło klipu, no ale co poradzę? xD)
  • awatar Gość: Czekam z niecierpliwością na 3 rozdział. ;)
  • awatar Madlajn ♥: Nie mogę się doczekać 3 rozdziału :3 Dodaje do obserwowanych :)
  • awatar t h i e r r y: tak, tak, piosenka jest świetna, podobnie jak rozdział 2 ;-)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
~~~~~~~~
Dzień rozpoczął się tak, jak zawsze. Uczesałam się, zjadłam śniadanie i potem musiałam tylko wybrać strój do szkoły. Założyłam rurki, ale miałam wielki dylemat dotyczący topu. Wybrać ten fioletowy, czy może czarny? Zastanawiałam się przez dobre pięć minut, rozważając wszystkie 'za' i 'przeciw'. Jednak w końcu byłam zmuszona na wyliczankę.
-Ene due like fake...- zaczęłam, lecz ktoś mi przerwał.
-Emily! Mam cię woła na dół!
O Jezu! Jak ja nienawidzę tej smarkuli!
-Chyba widzisz, że coś robię! Prawda?!
-Mama powiedziała, że masz być dla mnie grzeczna, bo inaczej dostaniesz karę na -tu zaczęła wyliczać na palcach- znajomych, komórkę, komputer i na imprezy.
Myślałam wtedy, że podejdę do Lily i uduszę ją na miejscu. Czy wszystkie siedmioletnie siostry takie są?! Czemu ja nie mogę być jedynaczką?! Życie byłoby taaaakie proste! Ale nie! Muszę się użerać z tą oślicą.
Zmusiłam się do uśmiechu i podeszłam do mojej 'kochanej siostrzyczki'.
-Mogłabyś z łaski swojej wyjść z mojego pokoju?
Lily się zamyśliła i powiedziała:
-Nie!
Zaśmiała się dziko.
Wtedy już nie mogłam wytrzymać. Wzięłam ją za ręce i wyrzuciłam z pokoju.
-Więcej się tu nie pokazuj!- krzyknęłam.
-Powiem mamie!
-Słyszałam to już ze sto razy. Jeszcze jedno takie zdanie mnie nie zbawi!
Spojrzałam na zegarek. Przeraziłam się. Za siedem minut autobus! A ja jeszcze nie zjadłam śniadania. Bez dalszych ceregieli, wzięłam pierwszy-lepszy top i zeszłam na dół.
Zjadłam mleko z chrupkami i porywając mój czarny płaszcz w locie wybiegłam z domu.
Udałam się pośpiesznie na przystanek. Modliłam się w duchu, żeby autobus się spóźnił... Gdy dotarłam do przystanku zauważyłam, ze ludzie tam stoją. A więc moje modlitwy zostały wysłuchane i autobus jeszcze nie odjechał.
Nie minęły trzy minuty a zza rogu uliczki wyjechał wielce oczekiwany pojazd. Z daleka już zauważyłam, ze był on bardzo wypchany. O Jezu, znowu się będzie trzeba przepychać do wyjścia, pomyślałam.
Wiosną i latem dojeżdżałam do szkoły rowerem. Przypinałam go do furtki przed szkołą i było dobrze. Ale teraz, kiedy nastąpiły chłodniejsze dni, a pogoda płatała często figla nie było o czymś takim mowy. Pozostawało mi wtedy jechać takim gruchotem jak autobus i pocić się wśród innych ludzi.
W takich właśnie chwilach zazdrościłam znajomym, że mają rodziców, którzy mogą ich podwozić pod same drzwi szkoły. No ale cóż, mama samochodu nie miała i byłam zdana i wyłącznie na siebie.
Autobus w końcu dotarł na miejsce. Drzwi się otworzyły. Z pojazdu wysiadły trzy osoby i wpakowałam się do środka. Wszędzie czuć było potem. Stanęłam przy barierce i złapałam się poręczy. Dookoła otaczali mnie obcy ludzie. Miałam wrażenie, że wszyscy się do mnie kleją (Co tak właściwie było prawdą). Następnym razem idę na pieszo, przysięgłam sobie. Wstanę po prostu wcześniej i pójdę sobie powolutku i spokojnie do budy. Taaak… Tylko jeszcze gdyby mi się chciało wcześniej wstać! Byłoby fajnie. No ale niestety! Należę do śpiochów i gdy dzwoni budzik zawsze go wyłączam i idę spać dalej. Taka już była moja natura. Mama musiała ze mnie siłą zdzierać kołdrę. A jeszcze teraz, kiedy są zimniejsze dni, tym bardziej nie chce się nikomu podnieść z łóżka. No cóż, taki już mój los!
Stałam taki modliłam się, żeby ten horror się jak najszybciej skończył. Niech ten gruchot się już doczołga pod szkołę, żebym mogła wyjść. Z nudów zaczęłam się zastanawiać czy odrobiłam całą pracę domową. Wczoraj byłam wyjątkowo zmęczona i nic nie chciało mi się robić (Czyli tak jak zawsze…) Zrobiłam P.D na odwal się i poszłam spać. Hm… Trzeba będzie ograniczyć imprezy. Wiedziałam, że i tak tego nie zrobię, no ale cóż…
Oczy kleiły mi się niemiłosiernie. Co rusz ktoś mnie ciągnął za płaszcz, żeby nie stracić równowagi i się nie przewalić. Dlatego też co chwila słyszałam „Przepraszam”. Przez pięć minut byłam popychana, szturchana, ciągnięta za płaszcz. Moje włosy w jakiś dziwaczny sposób się potargały. W tej samej chwili, gdy przez moje myśli przebiegło „Jeśli jeszcze ktoś mnie popchnie, to zamorduję na miejscu” ktoś mnie nadepnął. Gdy spojrzałam na mojego buta, był cały umorusany błotem. Odwróciłam się. Był to chłopak. Gdy zauważył moją morderczą minę powiedział:
-Przepraszam. To niechcący. Wszystko okej?
Jego mina wyglądała na naprawdę strapioną, więc złagodniałam.
-Em… Tak, tak. W porządku. Nie ma sprawy.
Coś sprawiło, że polubiłam tego chłopaka. Wydawał się być inny niż wszyscy. A do tego miał cudne blond włosy i zielone oczy.
-Naprawdę nie chciałem. Em… Mam na imię Jake, a Ty?
-…Emily.
-Masz śliczne imię, wiesz?
-Dz-Dziękuję. To miłe- powiedziałam już lekko zawstydzona.
-Wiesz… Chciałabym ci to jakoś wynagrodzić… Będziesz musiała tego buta nieźle szorować… Może wyciągniesz się na ciastko? Proszę tu masz mój numer…
Wyciągnął z kieszeni karteczkę i podał mi ją. Widać, był przygotowany na każdą okazję… Wzięłam zwitek bez słowa.
W tej chwili spojrzałam za okno.
-Oh, my God! Przegapiłam przystanek!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Lubię tą piosenkę, a Wy?
 

 
~~~~~~~~
Świat pędzi nieubłaganie na przód. W jednej chwili mamy wszystko, a w następnej już nic. Dlatego trzeba się cieszyć ze wszystkiego, co nas otacza. Nawet najdrobniejszy gest powinien nas zachwycać...

Teraz, gdy o tym myślę, uważam, że to Liam wypełnił moje życie. Przedtem byłam zwykłą, nic nie znaczącą Emily. Gdyby nie on, najprawdopodobniej bym taka pozostała już na zawsze. Jedna mała wiadomość zmieniła całe moje życie. Wywróciła je do góry nogami. Stałam się zupełnie inną osobą. Odważniejszą i silniejszą od innych. A to wszystko przez jeden napis na komórce- *Masz wiadomość...*

------------------------------
Powiem Wam, że to chyba najlepszy prolog jaki dotychczas napisałam. Podoba Wam się? Zastanawiałam się także, jakie imiona dać naszym bohaterom. Walka toczyła się pomiędzy: *Noah*, *Liam* i *Ethan*
Oraz pomiędzy: *Emily*, *Lily* i *Mia*
Zmienilibyście te imiona? *Słucham Waszych sugestii.*

Kolejna Boska piosenka...:
  • awatar Powerfulleyes: Piosenka oczywiście że bosaka bo linkina :) pozdrawiam. Jeśli lubisz czytać opowiadania to przy okazji daje namiary na sój blog.: http://oxfordka1.pinger.pl/
  • awatar t h i e r r y: @B.u.k.a ^^: już się bałam, że jesteś kolejną psychofanką 1D -,- Dziękuję że tak nie jest^ ^ fajny prolog;-)
  • awatar Ciaaastko<3: Fajny wpis :) Również dodaję do obserwowanych :p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
A więc to już... Okej, pogubiłam się, który to już mój blog z kolei... Tak czy siak było ich sporo. W większości z nich pisałam opowiadania. I tak też zamierzam postępować tutaj ^^. Lubię czytać mangi shoujo. I to opowiadanie tutaj będzie zainspirowane taką właśnie mangą pod tytułem 'Dengeki Daisy'. Motyw przewodni będzie ten sam, ale przebieg akcji będzie wymyślony przeze mnie Mam nadzieję, że komuś się spodobają moje wpisy. Byłabym niezmiernie szczęśliwa. A jeśli już jesteśmy przy mandze... Zapraszam na blog:
http://nowe-zycie-yuki.blogspot.com/

Jest on pisany przez moją przyjaciółkę. A bohater drugoplanowy to Naruto Naprawdę jej blog jest świetny, zapraszam

Jedna z moich ulubionych piosenek <3!
--
Niedługo pierwsza część opowiadania ! ^^
  • awatar Gość: Dzięki tej piosence zafascynowałam się kiedyś Nickelback i teraz to jest jeden z moich ulubionych zespołów. Uwielbiam tą piosenkę. :D
  • awatar t h i e r r y: też kocham mangi ^ ^
  • awatar Malikowa <3: no hey ;) powodzonka!! :D piosenka zajebista ^^ wpadniesz? :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›